Ta strona używa plików cookies.
Polityka Prywatności    Jak wyłączyć cookies?    Cyberbezpieczeństwo AKCEPTUJĘ

Archiwum

Postawili się prezydentowi miasta

   Sędzia Joanna Urlińska umorzyła postępowanie prowadzone przeciwko liderom czterech związków zawodowych w olsztyńskim MPEC, oskarżonym z inicjatywy zarządu o „poważne przestępstwo” – niedopełnienie obowiązków podczas prowadzenia sporu zbiorowego. Ale uznała ich winę. Proces ma jeszcze drugie dno.

   Liderów czterech związków w Miejskim Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej w Olsztynie, w tym Wojciecha Łachacza, szefa „S”, zarząd oskarżył o naruszenie przepisów ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. W 2012 roku zabiegali o wypłacenie pracownikom premii wyższej niż przewidywał układ zbiorowy pracy, a na którą pozwalało zawarte porozumienie płacowe. Domagali się także gwarancji zatrudnienia do 2023 roku w związku z planami budowy nowej elektrociepłowni.  

   Za inwestycją optował prezydent Olsztyna Piotr Grzymowicz wspólnie z prezesem MPEC Konradem Nowakiem. Grzymowicz wywodzi się z PZPR, SLD i Stowarzyszenia Ordynacka, choć w tych wyborach startował jako bezpartyjny. Otrzymał w I turze 25 proc. głosów i zdecydowanie przegrał z Czesławem Małkowskim, który uzyskał prawie 40 proc.

  Liderzy związków w 2012 roku domagali się rozmów z zarządem. Ten jednak złożył zawiadomienie do prokuratury, zarzucając związkowcom złamanie prawa. W sprawie MPEC prezydent nie ma sobie i zarządowi firmy nic do zarzucenia. „Zarząd postępował zgodnie z prawem” – odpisał naszej redakcji Grzymowicz.

Chcą oczyszczenia z zarzutów

   Rozpatrując sprawę po raz pierwszy, Sąd Rejonowy w Olsztynie uniewinnił związkowców. Jednak prokurator Jarosław Szyszkowski odwołał się od decyzji. Sąd Okręgowy nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy. 20 listopada zapadł wyrok – sąd umorzył postępowanie wobec związkowców z uwagi na niską społeczną szkodliwość czynu, ale uznał winę.

– Taki wyrok nas nie satysfakcjonuje. Rozpatrując sprawę po raz pierwszy, Sąd Rejonowy w Olsztynie nas uniewinnił. Teraz ten sam sąd dopatrzył się naruszenia prawa – uznał, że przed wejściem w spór zbiorowy powinniśmy wypowiedzieć porozumienie płacowe. My oczekiwaliśmy od pracodawcy realizacji zapisów porozumienia, które mówiło o premiach dla pracowników. Najprawdopodobniej złożymy apelację. Chcemy całkowitego oczyszczenia z zarzutów –przedstawia stanowisko czterech liderów związkowych Wojciech Łachacz. Problem w tym, że porozumienia z zarządem związkowcy nie mogli wypowiedzieć.

   To była umowa na czas określony – na rok – wyjaśnia mecenas Józef Lubieniecki, który w sądzie reprezentuje związkowców. Wspiera prawnie „S” od 1980 roku. Był delegatem na I zjeździe krajowym, w stanie wojennym internowany. W ’89 został wybrany na posła OKP i w ’91 roku przygotowywał zapisy ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych, która w tym samym roku weszła w życie. – Czekam na pisemne uzasadnienie wyroku, ale zapewne go zaskarżę. Związkowcy powinni zostać uniewinnieni. Sędzia w uzasadnieniu ustnym do wyroku stwierdziła, że błędem Wojciecha Łachacza było, iż zasięgnął porady prawnej co do prowadzenia sporu zbiorowego u aplikanta radcowskiego z Regionu Warmińsko-Mazurskiego „S”. Taki tok rozumowania jest nie do przyjęcia. Kiedy organizowałem obsługę prawną po stanie wojennym – uznając, że żaden członek związku nie może iść do sądu bez prawnika – to pełnomocnikami poszkodowanych byli właśnie aplikanci. I świetnie ich reprezentowali. Z tego nie można czynić zarzutu.

Męcina po stronie zarządu

Sędzia Urlińska – przestawiając ustne uzasadnienie – podzieliła „winowajców” na dwie grupy. W jednej umieściła Wojciecha Łachacza, w drugiej – trzech pozostałych liderów związkowych. Dzielenie oskarżonych przez sąd może być próbą wbicia klina pomiędzy występujących dotąd wspólnie działaczy.

– Sąd uznał, że trzej związkowcy działali w nieświadomości czynu zabronionego do września 2012 roku, kiedy to od ministerstwa pracy uzyskali informację, że nie przyśle mediatora. Tyle że ministerstwo dokonało już interpretacji przepisów i wzięło stronę zarządu MPEC. Stanowisko ministerstwa pracy jest skandaliczne ! – ocenia mecenas Lubieniecki. – Rolą resortu było wyznaczenie mediatora, a nie ocena prawna zachowania związkowców. Tym bardziej, że nie chodziło o pieniądze dla działaczy związkowych, a dla wszystkich pracowników. Czterej przewodniczący działali w imieniu organizacji związkowych jako ich przedstawiciele statutowi. Cztery związki przyjęły uchwały o wejściu w spór zbiorowy z pracodawcą. Przewodniczący organizacji byli zatem zobligowani do wykonania uchwał.

Wojciech Łachacz zauważa, że nieuznawanie sporów zbiorowych w Polsce staje się nagminne.

– Po raz pierwszy ministerstwo pracy odmówiło nam wyznaczenia mediatora. Decyzję podjął wiceminister Jacek Męcina. Wcześniej, w podobnych sytuacjach, gdy przyjeżdżał mediator, dogadywaliśmy się z zarządem – wskazuje. – Solidarność powinna zastanowić się, czy w razie konfliktów z pracodawcami korzystać z przepisów ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. Może stosować inne metody? W MPEC formą protestu – w ramach ustawy – było oflagowanie zakładu. Sąd teraz uznał, że powinniśmy wypowiedzieć porozumienie płacowe zanim powiesiliśmy flagi. Gdybyśmy protestowali, organizując zwykłą manifestację, wcześniej oczywiście zgłoszoną, to ustawa o rozwiązywaniusporów zbiorowych by nas nie obowiązywała.

Przypomnijmy, że Męcina przez lata był doradcą Zarządu Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan.

Drugie dno

   Sprawa ma jeszcze drugie dno. Rynkiem ciepła w Olsztynie MPEC dzieli się z francuską firmą Michelin Polska. W 2012 roku prezydent Grzymowicz i prezes MPEC Konrad Nowak zakomunikowalimieszkańcom o trudnościach w negocjacjach z Francuzami, a co za tym idzie o konieczności budowy nowej elektrociepłowni w formule partnerstwa publiczno-prywatnego, wartej wedle szacunków nawet 1 mld zł.

– Grupa miejscowych notabli wymyśliła, że wybuduje nową elektrociepłownię. Miasto znalazło ekspertów, którzy ich poparli. Związkowcy byli zdecydowanie przeciw tej inwestycji, bo MPEC miał wejść aportem do nowej spółki, a to oznaczałoby jego śmierć. To tak jak przychodzi narzeczony bez majątku i prosi o rękę panny z pokaźnym posagiem. Miasto planowało wnieść do tej spółki ziemię i MPEC. Nowa elektrociepłownia miała wykorzystywać gaz jako paliwo rzekomo bardziej ekologiczne od węgla spalanego w MPEC-u – mówi mecenas Lubieniecki. – To była próba zawłaszczenia publicznego majątku. Na spotkaniu otwartym zapowiedziałem prezydentowi Grzymowiczowi : jeśli ten projekt przejdzie, następnego dnia składam wniosek o monitoring Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

Związkowcy sprzeciwili się budowie nowej elektrowni. Za to zapewne są teraz ciągani po sądach.

 

                                     Krzysztof Świątek - Tygodnik Solidarność nr 49 ( 5 grudnia 2014 )

Kontakt

Szukaj